Master Truck 2009
Tym razem przez trzy dni, 17-19 lipca br., Opole stało się najważniejszym miejscem w Polsce dla fanów ciężarówek.
Okrągła cyferka "5" przed nazwą wydarzenia powoduje, iż jego organizatorzy pragną to zaznaczyć, specjalnie wyróżnić. Tak było i w Opolu. Organizatorzy zlotu Studio Brawo, a właściwie na początku Ola Donocik i Andrzej Wachowski, rozpoczęli przygotowania do tej edycji wkrótce po zakończeniu poprzedniej. I chociaż ten rok, niestety, nie należy do najłatwiejszych dla potencjalnych wystawców, udało się im podtrzymać plan rozszerzenia imprezy na trzy dni i co za tym idzie - zebrać odpowiednią liczbę sponsorów.
Jak zwykle w sytuacjach, kiedy organizatorom bardziej niż zwykle zależy na tym, by wszystko "zagrało" i program dopina się do ostatniego guziczka, do głosu dochodzi pogoda. Ta najczęściej lubi nieźle zepsuć humor nie tylko organizatorom, ale również uczestnikom najlepszych wydarzeń plenerowych. Tak było i w tym roku. O ile w pierwszy dzień, kiedy na plac na terenie Kampusu Politechniki Śląskiej pomału zjeżdżały samochody "ślicznotki" i wystawcy, słońce wykorzystywało swój weekendowy limit i nieźle prażyło na asfaltowym placu, to nazajutrz, kiedy teren zaczął zapełniać się chętnymi do obejrzenia wystawy, niebo nie tylko nie było łaskawe, ale nawet momentami nieźle zalewało wystawowe stoiska wodą. Nie przestraszyło to oglądających na tyle, by nie odbył się tradycyjny konkurs świateł. Zawsze zastanawiam się, dlaczego towarzyszy temu wspaniałemu momentowi na każdej imprezie niesamowity hałas. Niektórzy kierowcy myślą zapewne, że jeśli nie zatrąbią, to. zdjęcia fanów będą nieostre. Ku zadowoleniu wszystkich uczestników zlotu, tak wystawców, jak i oglądaczy, pogoda w ostatnim dniu imprezy pozwoliła spokojniej, ale i dokładniej obejrzeć nie tylko nagrodzone trucki.
A było na co patrzeć. Prawdziwą atrakcją były, jak zwykle, okazy skandynawskie, ale i nasze rodzime nie odbiegały od europejskiego poziomu.
Coraz więcej uwagi właściciele tych wspaniałości przykładają nie tylko do kolorystyki i motywów wymalowanych na karoserii, ale również do samego wnętrza. Kiedyś przywiezione welurowe firanki
w komplecie z tapicerką były szczytem elegancji. Teraz wnętrze welurowe czy skórzane to już standard, do którego dochodzą jeszcze dobrane ze smakiem kolory i motywy graficzne, najczęściej związane z "malowanką" na zewnątrz. Do dziś w szranki konkursowe zazwyczaj stają same "koniki", ale już coraz częściej widzimy całe zestawy. Jedno jest pewne - nie da się przejść obojętnie obok takich wspaniałych galerii. Jeśli nawet na taką wystawę ktoś wchodzi bez żadnego uczucia, to wychodzi z niej zakochany po uszy lub w najskromniejszym wydaniu tylko mocno zauroczony.
BB